Coraz częściej mam takie dni, że w pracy wszyscy myślą o mnie jak o perpetuum mobile. I do tego jeszcze wielozadaniowym. Znaleźć czas na posiłek jest ciężko, ale nic - szybkie spojrzenie na telefon ze zdjęciem Lauri i jest nowa moc!
Po takim dniu jedyne o czym marzysz to sen. Jednak w domu czeka na Ciebie taka mała istotka, która tęskniła za Tobą i zdajesz sobie sprawę, że trzeba się zebrać w sobie i się nią zająć.
Wbijam kod do domofonu i idę smętnie na pierwsze piętro do naszego mieszkanka. Na parterze słyszę już jak otwierają się drzwi. Wychylam się zza rogu i widzę, ba nawet słyszę!, roześmianą Lauri z MałąŻonką. Ten pisk i śmiech zdejmuje z barków cały ciężar dnia.
Jeszcze jak Lauri była malutka i nie okazywała takiej radości na mój widok - pewnie się zastanawiała: Kto to kurcze jest i czemu tak się cieszy? To kładłem ją sobie na brzuchu i godzinami mogłem na nią tylko patrzeć. Takie marnotrawstwo czasu - ale jakże przyjemne. Godzinę leżysz i się cieszysz jak do maskotki :)
Teraz po ciężkim dniu nawet godzinny spacer nie jest problemem. A spacery z Lauri uwielbiam. Ona jest teraz na etapie zaciekawienia wszystkim dookoła i tak żywo reaguje na każdy nowy przedmiot czy styuację ją otaczającym głośnym - O! No i zaczyna się szkoła tłumaczenia - chociaż pewnie i tak nic z tego nie rozumie, to nic potem jej to powtórzę :)
Chyba muszę zacząć dodawać zdjęcia do postów aby je trochę urozmaicić. Obiecuję poprawę :)
środa, 31 lipca 2013
wtorek, 23 lipca 2013
Rozwój dziecka
To niesamowite jak człowiek się wszystkiego uczy! Obserwuję moją córunię jak rozwijała się przez te miesiące i analizując to przeżywam szok:
- Pierwsze dni to praktycznie tylko spanie, kupa/siku, jedzenie, spanie itd.. Śmiałem się z tych co mówili, że dziecko zabiera czas - myślałem pikuś i tak to dam radę bez problemu
- Po kilku miesiącach nie było tak łatwo bo Lauri chciała już poznawać świat. Wyciągała łapki do wszystkiego, ja jej tłumaczyłem co to jest i do czego służy - patrzyła na mnie jak na jakiegoś aliena.
- Jak Lauri zaczęła się prężyć bo chciała siedzieć już sama to genialnym było "puknięcie" jej w jeden bok jak już siedziała, a ona prawie bezwładnie leciała na drugą stronę i chichrała się pod nosem :) O tak ten śmiech dziecka potrafi zdziałać cuda... ale o tym kiedy indziej.
- W 7 miesiącu stało się, Lauri zaczęła powoli stawiać pierwsze kroki w chodziku (tak tak, zaraz gromy z nieba się posypią od przewrażliwionych matek blogerek i wszystkich tych sterylnych rodziców co jak dziecko kichnie to maskę na usta zakładają :sick: że nie chodzik to ZŁO!!! Zło? A Lauri się podoba, wie co dobre :) ) więc zaczęło się ściąganie z biurka/stołu, niezdarne otwieranie szuflad.
- Ta ciekawość została jej do dzisiaj - z tym że teraz lata na tyłku po całym mieszkaniu. Jak łapiemy się z MałąŻonką, że przez ostatnie 5 minut było dziwnie cicho to wiemy, że w sypialni Lauri zrobiła już przegląd ubrań we wszystkich szufladach do których sięga. No ewentualnie powywala wszystkie buty z szafy w przedpokoju.
- Nic nie pobije jednak jej miłości do wody. Lauri pływa od 6 miesiąca. Jak tylko wchodzimy na basen to aż piszczy żeby wskoczyć do wody. Nurkowanie też nie jest dla niej problemem, a nawet sprawia jej frajdę. Ponieważ to "córeczka tatusia" lubi wszystkie hardcorowe zabawy - tak więc do wody wchodzimy sami (nikt nam nie musi pomagać i podawać się sobie nawzajem), nurkujemy najgłębiej, skaczemy najwyżej. Śmiech Lauri niesie się po całym basenie - wtedy podpływa do nas instruktor i mówi, że dawno nie widział dziecka, któremu woda sprawia taką frajdę! O tak ta duma ojca (o właśnie, fajny temat na inną notkę) w takich chwilach - bezcenna.
Tak naprawdę obserwowanie jak rozwija się dziecko dopiero uzmysławia nam jak wiele w życiu musimy się nauczyć. Chcę, aby moja córka zawsze miała we mnie wsparcie i jak upadnie to moja ręka będzie tą, o którą będzie mogła się wesprzeć.
sobota, 20 lipca 2013
Czas zmian...
To niesamowite jak zmienia się życie faceta, gdy dowiaduje się o tym że zostanie ojcem.
Pamiętam to jak dzisiaj. Kilka miesięcy staraliśmy się z żoną o maleństwo. Pewnego ranka żona idąc rano do toalety rzuciła, że zrobi sobie test ciążowy - kilka minut później widzę ją stojącą w drzwiach z miną - Co teraz?
Cały dzień w pracy latałem. Nie przeszkadzało mi nic. Energi miałem w sobie tyle, że na pytania:
1. -Przepłyniesz Bałtyk? - Wzdłuż czy wszerz?
2. - Przeniesiesz górę? - Mont Everest wystarczy?
3. - Zostaniesz tatą? - Postaram się z całych sił!
W sumie z samego porodu to dużo nie pamiętam - myśli chyba biły się cały czas w głowie. Gdy Laura pojawiła się na świecie strasznie krzyczała - myślałem "to po mnie" :) Po tym jak chwilę poleżała przy żonie i ją zbadali doczekałem się i Laura trafiła w moje ręce. Odezwałem się do Niej i się uspokoiła. Łzy napłynęły same do oczu - żeby nie było łzy, które mam teraz w oku to tylko od mocnego światła. Trzymając to maleństwo w rękach wiedziałem, że muszę ochronić ją przed całym światem - była częścią mnie. Pierwsze noce spędziłem na pełnym stand by'u - małe poruszenie w łóżeczku i już byłem na nogach.
Jednak najważniejsze jest wiecie co? Że z Laurą mamy już sztamę - miała wtedy 4 dni :)
Pamiętam to jak dzisiaj. Kilka miesięcy staraliśmy się z żoną o maleństwo. Pewnego ranka żona idąc rano do toalety rzuciła, że zrobi sobie test ciążowy - kilka minut później widzę ją stojącą w drzwiach z miną - Co teraz?
Cały dzień w pracy latałem. Nie przeszkadzało mi nic. Energi miałem w sobie tyle, że na pytania:
1. -Przepłyniesz Bałtyk? - Wzdłuż czy wszerz?
2. - Przeniesiesz górę? - Mont Everest wystarczy?
3. - Zostaniesz tatą? - Postaram się z całych sił!
W sumie z samego porodu to dużo nie pamiętam - myśli chyba biły się cały czas w głowie. Gdy Laura pojawiła się na świecie strasznie krzyczała - myślałem "to po mnie" :) Po tym jak chwilę poleżała przy żonie i ją zbadali doczekałem się i Laura trafiła w moje ręce. Odezwałem się do Niej i się uspokoiła. Łzy napłynęły same do oczu - żeby nie było łzy, które mam teraz w oku to tylko od mocnego światła. Trzymając to maleństwo w rękach wiedziałem, że muszę ochronić ją przed całym światem - była częścią mnie. Pierwsze noce spędziłem na pełnym stand by'u - małe poruszenie w łóżeczku i już byłem na nogach.
Jednak najważniejsze jest wiecie co? Że z Laurą mamy już sztamę - miała wtedy 4 dni :)
piątek, 19 lipca 2013
Witaj, świecie!
"Witaj, świecie!" ??
Cóż za trafne określenie tego co działo się 27 sierpnia 2012 roku tuż po godzinie 5 nad ranem. Mam nadzieję, że to pomyślała moja córeczka, gdy pojawiła się wśród nas. W sumie jak obserwuje jej ciekawski nosek wtykający się w każdą szafkę i szufladę - to coś w tym jest :)
Długo zastanawiałem się czy zacząć pisać takiego bloga - ale jest we mnie tyle radości z posiadania takiego Skarba, że chcę się tym podzielić z całym światem.
Zapiszę tutaj kilka ciekawych historyjek z 10 miesięcznego życia Laury - bo tak ma na imię moja córeczka - i to co Maleństwo wyprawia teraz. Pewnie wielu z Was miało podobnie historie, które wywołują uśmiech na twarzy jak tylko przypominacie sobie "Jak to kiedyś było"
A więc: Let's get ready to rumble!
